Kogoś trzeba ukarać

służba zdrowia

W każdym normalnym kraju takie afery z lekarzami, aptekarzami i NFZ jak w Polsce doprowadziłyby do tego, że polityczny „trup” słałby się gęściej niż w trakcie Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Bałagan ten zgotowali politycy, jednak odpowiedzialność spada na złych lekarzy i aptekarzy, którzy odmawiają wypisywania/realizowania recept. Nie wynika to przecież jednak z kaprysu, ale ze strachu przed tym, że władza może dobrać się do skóry. Zwykle mówi się, że prawo jest tak skonstruowane, że osoby niewinne nie mają się czego bać. W przypadku nowych przepisów refundacyjnych zasada ta jednak nie działa. Nawet osoba Bogu ducha winna może stanąć przed sądem i ponieść dotkliwą karę finansową. Co zaś jest w tym najlepsze, karę można dostać za to, że ratuje się zdrowie innych ludzi. Bo cóż ma zrobić na przykład aptekarz, gdy przychodzi do niego starsza kobieta i chce zrealizować receptę na plastry z morfiną dla swojego nieuleczalnie chorego i cierpiącego męża, a na recepcie brakuje – z winy wypisującego ją lekarza – jakiejś mało istotnej informacji? Czy którykolwiek aptekarz miałby odwagę spojrzeć tej kobiecie w oczy i powiedzieć, że jej mąż musi jeszcze trochę poczekać, bo musi ona wrócić do lekarza i uzupełnić brakujące informacje? Takich potworów chyba nie ma zbyt wiele na świecie. Rząd zaś chce za to karać.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.